poniedziałek, 26 października 2020

BLOGOWANIE W CZASACH PANDEMII

 Chyba jeszcze nigdy z taką przyjemnością nie wracałam do domu, na swoje podwórko.Biorąc pod uwagę fakt , że jedynie tu mogę poczuć się wolna, w jakimś sensie bezpieczna, to chyba naturalne.Jedynie tu mogę w pełni  oddychać , bez obawy ,że zapłacę mandat, czy że ulegnę zarażeniu.(to ostatnie nie do końca jest  pewne, ale przymykam na to oczy , żeby nie zwariować).Pracując 8 godzin plus doliczając do tego jakieś zakupy dochodzimy do 9 godz. w tej ...😡... masce.I jak tu oddychać.I am only human after all.Jak dotąd dzięki maseczce odczuwam jedynie trudność z oddychaniem.Zapomniałabym dodać o niewielkiej opryszczce na ustach, która najprawdopodobniej dzięki niej rozprzestrzeniła mi się na dokładnie  całe usta i nos ,sprawiając ,że przez 3 dni brałam leki przeciwbólowe a z powodu opuchniętych ust nie mogłam niemal mówić .Pominę fakt jak wtedy wygladałam.Ja rozumiem,że trzeba się chronić, ale nie rozumiem niektórych zakazów wprowadzanych przez rządy.U nas na przykład można przesiadywać w restauracji do północy. To dla Greków spore ograniczenie. Czy przez to mam rozumieć,że wirus jest bardziej aktywny po północy?Do kafejki muszę wejść w maseczce , ale później jak najbardziej mogę ją zdjąć i rozmawiać z kim chcę w odległości ok. nieco ponad pół metra-tyle ma stolik. Na siedząco wirus najwidoczniej też nie jest niebezpieczny.Na basenie dzieci mogą pływać razem, ale jest zakaz brania przyszniców, choć akurat to każdy robił osobno w kabinach.Rodzice nie mogą czekać na olbrzymiej widowni(choć wystarczyłoby zakryć co 4 miejsce i co 2-3 rząd. Nie .My musimy czekać w malutkiej kawiarence przy basenie, pościskani stolik przy stoliku.Każdy zwraca uwagę na to jak ostrożnie trzeba zdejmować maseczkę, ale nikt nie wspomina ,żeby tak obchodzić się z ciuchami...czyżby do nich wirus nie przylegał?2 -metrowy dystans, który w zasadzie nie chroni , ponieważ cząsteczki wirusa mogą przenosic sie na większe odległości.Na początku wmawiano nam ,że maseczki sa niepotrzebne ,ponieważ cząsteczki wirusa sa tak małe że z łatwością przez nie przechodza i dlatego nas nie ochronia, dziś za jej brak  karają mandatem.Nie w tym żadnej logiki i dlatego ludzie się irytują, przestają wierzyć... a zaufanie do rządu...przeminęło z wiatrem.No dobra... koniec biadolenia.Przejdźmy do czegoś przyjemniejszego.

Na początku wspomniałam o tym jak lubię ostatnimi czasy przesiadywać u siebie w domu, jak jeszcze bardziej pozytywnie odbieram te kilkadziesiąt metrów kwadratowych.Od ostatniego wpisu wprowadziłam tu kilka zmian , które planowałam już dość długo. Po pierwsze stolik.Powstał z katalogu bibliotecznego, który od 5 czy 6 lat czekał na to by się nim zająć.Pomalowany na biało, jakżeby inaczej.Bardzo ciężki, ale mobilny dzięki kółkom (zastanawiam sie nad wymianą ich na większe).Skrywa różności od pasmanterii poprzez różne przydasie po świeczki czy baterie.Ponieważ blat ma sporą powierzchnię, zrobiło sie na nim przestronniej.Po drugie lampa, o której marzyłam wiele lat. W końcu udało mi się to marzenie zrealizować.Teraz leżąc na kanapie i czytając książki, mam zapewniony dostęp światła.Oczywiście nadal szyję. Powstały więc różne poduszki i wianki a ponieważ nastała jesień-również dynie.Wkrótce pokażę Wam ich więcej.Teraz zaś zapraszam do ogladania.





















sobota, 4 kwietnia 2020

UCIECZKA DO OGRODU

I jak tu tworzyć posty, kiedy na świecie rozgrywa się taka tragedia , a świat wokół zmienił się nie do poznania.Brak normalności, zwyczajności...za to sporo ograniczeń, niepewność i strach związany ze zdrowiem najbliższych i z przyszłością.Przez pewien czas z zapartym tchem śledziłam to, co się dzieje w Chinach...Teraz kiedy i w Grecji musimy się zmierzyć z tym wirusem,żeby nie zwariować, uciekam do ogrodu. To takie nasze miejsce ,gdzie mogę choć na chwilę zapomnieć o tym całym szaleństwie.Pielę więc ,przycinam, koszę trawnik, zagrabiam liście , które opadały w czasie zimy z bluszczu...tutaj zawsze jest co robić.Niestety dziś od rana leje deszcz. Postanowilam więc wykorzystać ten czas i napisać kilka słów i wkleić kilka, a w zasadzie, nieco więcej niż kilka zdjęć.












  W zeszłym roku udało mi sie kupić fajne podpory do kwiatów. Ta mniejsza poniżej będzie podtrzymywać  piwonię, większa jest przeznaczona dla róży pnącej.



 Jak widzicie sporo kwitnie, a z ziemi wynurzają się już piwonie...



















  W ogrodzie mam towarzystwo 2 kotków.Bella (większość  nazywa ją Μαυρουλα-
 Mawrulα czyli Czarnulka) już pojawiła się u mnie na blogu i o niej pisałam jak do nas trafiła. Szara kotka to jej córka.




 I na koniec wirtualne hiacynty dla Was na początek Wiosny...Ich zapach w domu może przytłaczać, ale kiedy w ogródku pracuje sie w ich pobliżu, zachwycają swoją wonią